Gdy dawno temu prowadziłem firmę “Ciszewski Public Relations” prawie od samego początku jej istnienia obsługiwałem firmy motoryzacyjne. Lubiłem samochody, lubiłem jeździć – po prostu znałem się na tym. Przez lata zebrało się kilka marek. Choć z wielu powodów, najważniejsza dla mnie była współpraca z nieżyjącym już Januszu Kuligiem i Jarkiem Baranem, którzy startowali w RSMP i w rajdach Mistrzostw Świata i Europy, ale o tym może kiedy indziej.

Praca z „samochodami” była zawsze wyzwaniem z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, środowisko dziennikarzy zajmujące się tą tematyką było (nie wiem jak jest dziś) rozpuszczone jak dziadowski bicz. Wszak wszystkie koncerny samochodowe bez ustanku zabiegają o ich uwagę i akceptację. Co wyraża się m.in. choćby organizacją wycieczek do innych krajów – czasami zamorskich, które na ogół mają charakter wydarzeń luksusowych. Do tego przekazywanie do testów kolejnych aut na kilka dni lub kilka miesięcy wraz z opłaconym paliwem itd.

Druga trudność to po prostu organizacja różnorakich wydarzeń i z tym związania kreacja. Skoro przemysł samochodowy istnieje i działa od lat 90 XIX wieku to łatwo sobie wyobrazić – choć trudno byłoby policzyć – ile od tego czasu było premier nowej marki kolejnego auta… W tym sensie zastosowane były wymyślone i zastosowane wszelkie możliwe formaty eventowe. Podczas prezentacji samochód zrzucany był na spadochronie, wypływał z morza, wyjeżdżał z ognia, piękne kobiety odkrywały go zdejmując cienki jak marzenie tiul, ścigały się ze startującymi wojskowymi myśliwcami… Wszystko było już grane. Oczywiście klienci zamawiając kolejną premierę mówili – „Proszę jednak wyczarować coś absolutnie wyjątkowego!” 

Trzecia trudność to komplikacja organizacyjna takich wydarzeń. Dużo ludzi, dużo obsługi, dużo sprzętu, w tym oczywiście aut. Zawsze ktoś wlał do baku zamiast ropy benzynę lub odwrotnie.

Kiedyś przygotowaliśmy prezentację wozów terenowych, w górskim kurorcie w okresie zimowym. Niedyskutowalną koniecznością jest to, aby auta były absolutnie czyste bez jednej przypadkowej kropelki, plamki czy paproszka. Do dyspozycji (już dobrze nie pamiętam) mieliśmy pięć terenówek, które po nocy spędzonej na parkingu całe pokryły się szronem. Dziennikarze mieli zostać przywiezieni o 11-tej. Gdy bardzo wcześnie rano wstaliśmy, aby zrobić porządek z tymi samochodami okazało się, że wszystkie są mocno zaszronione i bardzo dużo pracy będzie potrzebne aby je oczyścić.

Wpadłem na pomysł, że najlepiej będzie jak we wszystkich uruchomimy silnik, włączymy na maxa ogrzewanie i takie rozwiązanie ułatwi nam wstępne oczyszczenie aut. Zacząłem więc te wypasiony fury odpalać. Dotarłem do czwartej. Włożyłem kluczyk, włączyłem silnik, wyszedłem z samochodu i zamknąłem drzwi. Mniej więcej w tym samym momencie usłyszałem pyk – auto samo się zamknęło. Czyli jeszcze raz – kluczyk w środku w stacyjce, zamki zamknięte; my nie mamy zapasowych kluczy. Oczywiście, że nieźle zakląłem na takie coś. Wiedziałem, że mam potężny problem, który nie bardzo wiadomo było jak rozwiązać. Nie mogę przecież wybić szyby, nie potrafię się włamywać do samochodów, a o 11-tej przyjeżdżają dziennikarze, prezes tej firmy itd.

Przedstawicielki klienta, które były z nami na miejscu mało się nie popłakały jak im powiedziałem z jakim fakapem mamy szansę się zmierzyć.  Była sobota rano więc warsztaty raczej były pozamykane, żaden mechanik nie chciał się podjąć takiego zadania. Dealer, który dostarczył ten konkretny wóz na prezentację z jakiegoś powodu był nieosiągalny telefonicznie (on pewnie miał zapasowe kluczyki).

Ktoś z ekipy klienta nawiązał kontakt z miejscowymi organami ścigania z nadzieją, że może oni mają stosowną wiedzę w zakresie kto w tym rejonie potrafiłby niczym predygistator dać sobie radę z tym zamkiem. Tak się szczęśliwie dla nas złożyło, że „organy” gościły akurat u siebie pewnego lokalnego specjalistę. Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to zostało załatwione – w każdym razie został dowieziony do nas na parking hotelowy. Szczęśliwie oprócz tego Pana, „organy” dysponowały jego teczką ze stosownym wyposażeniem.  Panu zajęło nie więcej niż 10 sekund, aby otworzyć zamek. Miało to miejsce, mniej więcej o 10:30. Prezentacja wypadła dobrze. Wieczorem standard; goście najedli się i napili jak trzeba. Jak mawiają klasycy – zaliczyliśmy kolejny, wielki sukces.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *