Przepis na świąteczny kulebiak – video

Kulebiak ! Fantastyczny przepis. Jak zrobić Kulebiak ? Wbrew pozorom dużo łatwiej niż się wydaje. To co najważniejsze to fakt, że jest to danie niezwykle smaczne – wyrafinowany i niecodzienny smak. Film powstał we współpracy marki Zdrovo

z popularną blogerką kulinarną Moniką Ruszkwską ekuchareczka.pl

Instruktaż w jaki sposób używać proszku z jajek do produkcji ciasta dla EggsProducts – video

Firma EggsPorducts zamówiła film instruktażowy, przeznaczony do prezentacji na rynkach zagranicznych. Jego celem było pokazania jak łatwo, szybko i prosto można przygotować produkt bez konieczności używania normalnych jajek. Jest to szczególnie ważne w produkcjach przemysłowych

Jajko pająk na Halloween – video

Jesienią 2019, przygotowaliśmy dla marki Zdrovo film z propozycją różnych przekąsek na prywatkę organizowaną w ten dzień. Współpracowaliśmy z popularną blogerką kulinarną Moniką Ruszkowską ekuchareczka.pl



AI zwiększa skuteczność animacji

Technologie, które kiedyś kojarzyły się niemal wyłącznie z „science fiction”, dziś są praktycznie naszą codziennością. W świecie marketingu zmuszają klientów do weryfikacji przyzwyczajeń, natomiast marketerom dają szansę na wykorzystanie nowych, innowacyjnych rozwiązań w dotarciu do konsumentów.

cały artykuł na portalu publicrelations.pl

Nagroda im. Andrzeja Woyciechowskiego 2019

Wiele lat temu uprawiałem dziennikarstwo. Zaczynałem za komuny w dziale miejskim “Zielonego Sztandaru” – dziennika wydawanego przez ówczesny PSL z redakcją na ul. Grzybowskiej. Później załapałem się do działu sportowego dziennika „Rzeczpospolita. Na koniec wylądowałem, również w dziale sportowym, rodzącej się do życia „Gazety Wyborczej”. Dobrze pamiętam planowania numeru, które odbywały się w piaskownicy; pierwsza redakcja GW, znajdowała się lokalu w którym wcześniej mieścił się żłobek.

Dziennikarstwo od początku pracy było jednym z moich powołań. Być może nawet jest tak do dzisiaj i  będzie tak do końca.

Później gdy prowadziłem „Ciszewski Public Relations” pracowaliśmy dla Eurozetu – wtedy właściciela m.in. Radia Zet. Osobiście znalazłem się w zespole (nie pamiętam wybaczcie, który to był rok. który) znalazłem się w zespole, którego zadaniem było reaktywowanie, nadanie odpowiedniego blasku, wypchnięcie w przyszłość “nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego”. Był to dla mnie wielki zaszczyt i wyróżnienie. Bardzo nam zależało aby stworzyć max “uczciwy” proces wyboru i nagradzania, wyróżniających się dziennikarzy. Takich, którzy wbrew przeciwnością poszukują prawdy i walczą o przestrzeganie naszej wspólnej uczciwości.

Czasy pogłębiającego się chaosu, dominacji kłamstwa, ordynarnych przeinaczeń, uprawianie hurtowej propagandy, partyjniactwa w debacie publicznej, stoi oczywiście w kontrze do naszych oczekiwań, a i może marzeń o wolnym, nieskrępowanym i obiektywnym dziennikarstwie. Więc nagroda im. Andrzeja Woyciechowskiego jest jedną z nielicznych wysp wolności w tej konkretnej sprawie.

Chciałbym wszystkim, wyróżnionym i nagrodzonym serdecznie pogratulować. Wiele osób z tego grona znam i wiem, że są autentyczni, zaangażowani i uprawiają swój zawód z wbrew wielu przeciwnościom jakie buduje rzeczywistość.

Najlepszego ! i do przyszłego roku z nagrodą im. Andrzeja Woyciechowskiego

Robert Lewandowski SuperStar !

Jeszcze przed mistrzostwami świata w piłce nożnej, które odbyły się w Rosji w 2018 roku, parę razy pochylałem się nad Robertem Lewandowskim. Wtedy trochę mniej skupiałem się na jego formie sportowej. Bardziej zwracałem uwagę, że może mieć na głowie, zbyt dużo spraw  nie futbolowych. Czyli biznesy, reklamy – szeroko pojęty “schowbiz”, które mogły zakłócać jego myślenie o doskonałej grze.

Nie mam pojęcia czy miałem wtedy rację czy też nie. W każdym razie wtedy mocno napompowany balon oczekiwań wobec pękł z hukiem.  Mistrzostwa w Rosji skończyły się dla naszej reprezentacji jak się skończyły – ogólnonarodowym kacem, który został ugruntowany skandalicznym meczem przeciwko Japonii.

Wczoraj, (19.10.2019) podczas rozegranego meczu ze Słowenią, w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy, Robert Lewandowski grał perfekcyjnie. Strzelił, absolutnie fantastycznego gola. Jak mistrz nad mistrze okiwał kilku piłkarzy przeciwnika; a tak naprawdę zdeklasował i upokorzył. Z bardzo niewygodnej pozycji uderzył piłkę, która mijając ręce bramkarza wpadła do siatki.  Coś niesamowitego !

Wydaje się, że Robert Lewandowski ma chyba bardzo dobrze uporządkowany swój świat. Wie czego chce i co może. Znakomite występy w Bundeslidze, harmonijne życie rodzinne – spodziewane drugie dziecko. A tak naprawdę chyba ostateczne zrozumienie, że piłka nożna, forma sportowa, obsługa swojego organizmu – są doniesienia medialne, że stał się wegetarianinem; dodatkowo p. Ania, mała Klara są jego podstawowym universum.

W tle, jakby mniej występów reklamowych, informacji o biznesach w różnych, nie powiązanych ze sobą branżach. I dobrze.
Ostatecznie na wizerunek sportowca, najważniejszy wpływ mają jego osiągnięcia sportowe. Z tego ci ludzie po pierwsze są rozliczani. Uwielbienie tłumów, bierze się z fantastycznej gry, błyskotliwych akcji, wyrafinowanych bramek, przewodzeniu drużynie. Są oczywiście statystyczne odstępstwa od tej reguły, ale czy się podoba czy nie – wynik sportowy jest jest najważniejszy w kontekście osobistego wizerunku. Cała reszta to proch i pył. 

Aktualnie, Robert Lewandowski spełnia te warunki; jest najjaśniejszą gwiazdą polskiego futbolu. Brawo !  

Drugim bohaterem wczorajszego wieczoru była trawa położona na Stadionie Narodowym. Piłkarze obu zespołów, głównie ślizgali się na niej. Bez dwóch zdań taka nawierzchnia w jakiś sposób wypacza ostateczny wynik spotkania. Podobno, po meczu skarżyli się na stan murawy, najwyższym czynnikom państwowym.

Nie znam się na ogrodnictwie, nie wiem jaka jest technologia umieszczania rolek trawy na betonowej posadce, która jest podstawą dla boiska piłkarskiego. Nie wiem jak ona się ukorzenia, ile potrzeba wody, a może i piasku. Z tego co pamiętam – trawa na narodowym od zawsze była problemem narodowym. Pamiętam mecze z Euro 2012, rozgrywane na tym stadionie, gdzie z biegiem rozwoju turnieju trawa z dnia na dzień stawała się coraz większym klepiskiem. Mamy końcówkę 2019 – jak widać w tej sprawie niewiele się zmieniło. Nadal nie jesteśmy w stanie odpowiednio przygotować boiska.

Zawodowo, ulokowany jestem w marketingu, komunikacji, public relations. Tak jak inni ludzie w branży wiem, że taka nawierzchnia, nie przysparza nam aplauzu i szacunku międzynarodowego. Tak – wizerunkowo, jako społeczność, wyglądamy jak banda amatorów. Przykre.



19.11.2019 Warszawa Kwalifikacje Euro 2020 mecz Polska – Słowenia n/z Robert Lewandowski fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
European Championship Qualifying match Poland vs Slovenia on November 19, 2019 in Warsaw, Poland. Pictured: Robert Lewandowski fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER

Troll Factory – rak naszych czasów

Na rynku … no właśnie, nie wiadomo jakim – na rynku gier ? na rynku aplikacji ? na rynku wiedzy o internecie ?, na rynku wiedzy o społeczeństwie, na rynku wiedzy o fake newsach ? Pewnie najmniej jest w tym gry, a najwięcej jest komponentu edukacyjnego. Fabryka Troli na dobrą sprawę jest krótką prezentacją jak to działa i jak łatwo wdrożyć taką strategię w życie. Krok po kroku widzimy rozwój profilu. Przyrost „lajków”, „followersów”, rosnący zasięg kolejnych postów. “Troll Factory” została stworzona przez fińska firmę “Yle”

Użytkownik wciela się w pracownika Troll Factory. Jego zadaniem jest rozpowszechnianie fake newsów oraz treści mających rozbudzić emocje, tak aby uzyskać jak największą liczbę polubień i udostępnień tych fałszywych informacji.

Podstawowym wehikułem, który napędza każdy z ulokowanych w sieci postów, jest skrajna emocja, dotykająca jakiegoś bieżącego problemu społecznego. Pobudzająca i aktywizująca różnych ludzi do wypowiedzi w danym temacie; w istocie będąca amunicją/contentem do używania przez innych trolli. Jak widzimy w tej aplikacji, przyrosty są gigantyczne. Wrzutki skuteczne. Zaangażowanie ponad normatywne. Chyba tak samo jest w social mediowym realu.

Jest oczywiście dostępnych, bardzo dużo materiałów opisujących to zjawisko używane do kreowanie trendów społecznych, polityki międzynarodowej i krajowej; różnego rodzaju lobbingu – praktycznie na całym świecie. Tego oczywiście na 100% nie wiem, ale wydaje się, że jest to najprostsza, najpełniejsza i najlepiej zrozumiała dla „cywili” prezentacja tego zjawiska.

W istocie raka naszych czasów.

Jaką wartość ma czas ?

Praca to wykonywanie czynności za które nam płacą.

W tym wszystkim niezwykle istotny jest czas. To uogólnienie, ale mamy go coraz mniej. Coraz więcej rzeczy nas rozprasza, wymaga działania; burzy naszą higienę wewnętrzną. W szczególności moja branża – czyli szeroko pojęty marketing – jest wyjątkowo skutecznym “wysysaczem” czasu. I to nie ma znaczenia czy pracuje się po stronie agencyjnej czy też klienta.

Czy są jakieś metody aby go odzyskiwać i lepiej panować nad swoimi czynnościami zawodowymi ?

Tak, ale trzeba sobie zdać sprawę, że coraz bardziej dają o sobie znać dwie, a może nawet trzy proste pułapki  jakie w biurze, zastawia na nas życie.

Pierwsza to obsługa poczty mailowej. Ja osobiście mam trzy adresy mailowe; czyli na własne życzenie jeszcze bardziej skomplikowałem sobie tę sferę. Drugą pułapką są social media, które obsługujemy, śledzimy, interesujemy się nimi. Te oczywiście są bardzo ważne dla branży w której m.in. ja przebywam to znaczy: public relations, marketing, komunikacja. Czasami zatracamy w nich zapominając, że prawdziwe życie toczy się na innych scenach.

W większych, dużych firmach, zmorą stają się spotkania. Oczywiście generalnie nie kwestionuję ich sensu. Ale zdarzają się takie spotkania, które nie kończą się konkluzją w postaci omówienia i delegowania czynności do wykonania lub podjęcia decyzji – “czy idziemy w prawo, czy w lewo”. Jeszcze gorsze spotkania to takie gdzie jest podejmowana jakaś decyzja, a później jest zmieniana przez osobę, która stała na czele tego spotkania. No … wtedy to czas poświęcony na spotkanie jest kompletnie stracony i bezsensownie zmarnowany.

Czy można sobie dać radę z zwiększająca się liczbą maili ? Oczywiście, trzeba się tylko osobiście zdyscyplinować. Po pierwsze nie siedzieć cały dzień nosem w skrzynce pocztowej; tylko obsługiwać ją albo w określonych godzinach albo okazjonalnie.

Jeżeli jakaś informacja ma Ciebie dopaść – bądź pewny, że w inny sposób dopadnie. Jeżeli  jesteśmy w kopii to znaczy, że to nie do nas boi jesteśmy; choć wszyscy znamy oczywiście zawodniczki i zawodników, którzy kopiują tyle osób ile się da i wysyłają maile po nocy, najczęściej po to, by wszyscy widzieli jak są zaangażowani w pracę na rzecz firmy. Tak – takie osoby są dużym zagrożeniem dla normalności, hurtowo pożerają nam czas. 

Czy można dać sobie radę z kanałami w social mediach ? Oczywiście, trzeba się tylko osobiście zdyscyplinować. Pamiętać o tym, że potrzebna jest higiena w gapieniu się na fejsa i inne. Prawdziwe życie jest gdzie indziej. Choć znam takich, którzy zapomnieli o tym. Czy można dać sobie radę ze spotkaniami z których nic nie wynika ? Tu sprawa jest już nieco trudniejsza jeśli oczywiście nie przewodniczymy takiemu zgromadzeniu. Wtedy skazani jesteśmy na swojego szefa, który albo potrafi zarządzać spotkaniem i je odpowiednio konkludować albo nie; w tym drugim masz oczywiście “pod górę”

Choć firmy bardzo powoli ale zaczynają się orientować, że to niewidoczne dobro jaki jest czas, zaczyna im przeciekać przez palce. Dobrym przykładem jest decyzja japońskiego oddziału Microsoft,  który przeprowadził eksperyment na swoim ciele w postaci skrócenia czasu pracy o jeden dzień w tygodniu. Pracownicy dostali wolne w sierpniu 2019 dostali wolne w piątki.  
Trudno w to uwierzyć, ale w efekcie, nastąpił wzrost produktywności o 40%, spadły koszty pracy i infrastruktury. Ostatecznie ponad 2 tys. pracowników przepracowało 17 dni, zamiast planowanych 22 Pozytywnie wpłynęło to na ich efektywność. Każdy pracownik zanotował wynik sprzedaży wyższy o 39,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Firma zapłaciła mnie za prąd o ponad 23% mniej. O niecałe 59% zmniejszyło się zużycie papieru do drukarek.

Więcej wolnego wpłynęło też pozytywnie na samopoczucie pracowników, ponad 92,1% z nich uznało go za sukces, a aż 96,5 proc. zapewniło, że ich ogólny nastrój poprawił się.

Jak dobrze wiemy, to właśnie Japończycy pracują najwięcej na świecie . Średnio, wraz z nad godzinam to nawet nawet 80 godzin. Znane w tym kraju jest powiedzenie – “karoshi”. Oznacza “śmierć z przepracowania”.

Czy wdrożenie myślenia o oszczędzaniu czasu jest potrzebne. Mnie osobiście wydaje się, że raczej tak. Oszczędzając go na mailach, social mediach, głupich spotkaniach mamy więcej go dla siebie. Na co go zużytkujemy to osobna kwestia

Jerzy Ciszewski

Przepis na krewetki – video

We współpracy z blogerką kulinarną Moniką Ruszkowską czyli ekuchareczką.pl wyprodukowaliśmy film, na którym prezentowany jest jeden z przepisów na krewetki. Zaczerpnięty został z albumu kulinarnego “50 przepisów na krewetki”

Agencja “Hanami Communications” odpowiedzialna była za całość produkcji:

  • scenariusz
  • zdjęcia
  • montaż
  • dystrybucję w sieci

Public relations, a czynnik ludzki …

W poprzednim wpisie, dokonanym na stronie internetowej naszej agencji public relations Hanami Communications, starałem się opisać jak ważnym czynnikiem jest kompletowanie odpowiednich osób do pracy w public relations. Na dobrą sprawę, nie dotyczy to wyłącznie świata agencyjnego. Kompetentny, pracowity i uczciwy pracownik jest na wagę złota. O czym dobrze wiedzą wszyscy ci, którzy zarządzają takimi zespołami.

zarysy sylwetek ludzi jacy są najbardziej wart Doskonale wiem, że bieżący czas (2019) wymaga by skupiać się wyłącznie na success story. Jednak, do bólu prawdziwe historie, jak ta poniżej, również mogą być interesujące. W szczególności dla osób, które zarządzają agencjami public relations. Tak, jak ja kiedyś i teraz to robię.

Ta jest do bólu prawdziwa –  mieliśmy kiedyś taki przypadek…

Z punktu widzenia bieżących czasów, wydarzenie, które miało miejsce (chyba) w 2010 roku ma wymiar archeologicznej skamieliny. Jestem pewien, że problem ten nadal występuje i będzie występował nadal. Dotyczy zawodowej uczciwość ludzi z którymi pracujemy – w tym przypadku – w agencyjnej rzeczywistości.

Mieliśmy wtedy, klienta w postaci ogromnej korporacji międzynarodowej, który powierzył nam opiekę public relations nad jednym ze swoich produktów FMCG. Relacjonując w dużym skrócie, z naszej strony wszystko działało jak trzeba: wysyłki do dziennikarzy, obdzwonki, jakieś spotkania, konferencje – normalka.

Któregoś pięknego dnia, zadzwoniła do nas przedstawicielka klienta i zadała proste pytanie –  Dlaczego przy przygotowywaniu informacji prasowej o produkcie w opisie użyliście atrybutów świata marki produktu firmy konkurencyjnej? W słuchawce, po naszej stronie zapadła  cisza. Odpowiedzieliśmy:  eeeeee……, aaaaaa,  oooooooo… , uuuuuuu …

Osoba, która od strony agencji czyli “Ciszewski Public Relations” była odpowiedzialna za tego klienta, wszystkiemu stanowczo zaprzeczała. Mówiła, że klient jest głupi, namolny, nie zna się, czepia się jej; przecież ona tak ciężko pracuje i się poświęca, a tu takie niesprawiedliwe oskarżenie… i temu podobne farmazony. 

Zaczęliśmy sprawdzać. Od razu okazało się, że faktycznie – klient miał rację. Prawdą było to, że „na chama” władowaliśmy się w świat marki innego konkurencyjnego produktu.  

Powiedzmy, że ten nasz podstawowy przekaz to w dużym obrazku: ciepła rodzina zasiadająca przy stole, wspólnie spożywająca posiłek, ciesząca się sama sobą, chwilą i wszystkim. Ciesząca się sobą w nieinwazyjnej atmosferze. Ufnie patrząca w przyszłość. Ten drugi świat konkurencyjnej marki wyglądał nieco inaczej. Pokazywał młodych ludzi, tańczących w takt muzyki. Towarzyszyły im pulsujące kolorowe światła, jakieś nowinki technologiczne. Są piękni, szczupli, bardzo modnie ubrani. Ze swojej młodości czerpiący, każdą komórką ciała co się da.

Musimy się chyba zgodzić, że pierwsza linia komunikacyjna nijak nie jest pasującą do tej drugiej. Dwa odrębne zbiory narracyjne. 

Pewnie już się Państwo domyślacie jak było ? Gdy owa Pani pisała wzmiankowaną informację prasową o produkcie naszego klienta, znalazła w internecie informację prasową pochodzącą od firmy konkurencyjnej. Bez żadnego obciachu, refleksji czy też jakiegokolwiek uczucia wyższego zrobiła tak jak wiemy, że się robi = control a, control c oraz control v, następnie  wysłała tekst do klienta z prośbą o akceptację. Nawet przecinków nie pozmieniała. 

Nie ma co – wiedzieliśmy, że była to bardzo słaba sytuacja. Z tym klientem pracowaliśmy już dość długo; dodatkowo, mieliśmy perspektywy na obsługę kolejnych produktów z ich wielkiego portfolio. Generalnie przyszłość w aspekcie pracy na rzecz tego globalnego koncernu rysowała się – jak mawiają klasycy – brylantowo.

Na szczęście klientka była czujna, zadzwoniła do nas… Kolejne wydarzenia były do przewidzenia. Oczywiście przepraszałem, wiadrami sypałem sobie popiół na łeb, deklarowałem poprawę, zaangażowanie, wdrożenie dodatkowych procedur. Nie było o czym gadać, klient w trybie pilnym, rozwiązał z nami umowę. Tym samym, firma straciła przychód na poziomie kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.  Z tą Panią oczywiście błyskawicznie się pożegnaliśmy.

Z pewnością jesteście ciekawi kim była i dlaczego tak zrobiła?

Miała wieloletnie doświadczenie korporacyjne. Wcześniej, po stronie klienta, pracowała w dziale komunikacji również dużej, międzynarodowej  firmy.  Sprawiała dobre wrażenie. Jak to mówią była inteligentna i oczytana. Z naszej perspektywy pracodawcy wydawało się więc, że wszystko składało się w jedną, spójną całość. Jakie motywy nią kierowały? Trudno powiedzieć… Chyba po prostu najzwyklejsze lenistwo wynikające z podłego fajansiarstwa życiowego, w którym osoba ta żyła.

Myślę, że gdyby ta informacja prasowa nie została zastopowana w ostatnim momencie, konsekwencje prawne oraz finansowe wobec mojej firmy mogłyby być tragiczne.

Mając wielkie doświadczenie mieliśmy oczywiście wdrożony system kilkuetapowego sprawdzania dokumentów, które od nas wychodzą na okoliczność normalnego redagowania, sprawdzania dat, miejsc, nazw poszczególnych wydarzeń (możliwość powstania czeskiego błędu jest wręcz nieograniczona). Nie przyszło nam jednak na myśl, by można było w 100% zerżnąć od kogoś tekst informacji prasowej i bezczelnie udawać, że samemu się go napisało. Od tamtego momentu zaczęliśmy sprawdzać teksty powstające w firmie za pomocą internetu…

Dziś nie pamiętam jak ta Pani wyglądała, jak się nazywała. Nic o niej nie chcę wiedzieć. Wspominam tę sytuację jako statystyczną nieuchronność fakapu, jaki musi mieć miejsce w każdej agencji świadczącej usługi public relations.