Praca to wykonywanie czynności za które nam płacą.

W tym wszystkim niezwykle istotny jest czas. To uogólnienie, ale mamy go coraz mniej. Coraz więcej rzeczy nas rozprasza, wymaga działania; burzy naszą higienę wewnętrzną. W szczególności moja branża – czyli szeroko pojęty marketing – jest wyjątkowo skutecznym “wysysaczem” czasu. I to nie ma znaczenia czy pracuje się po stronie agencyjnej czy też klienta.

Czy są jakieś metody aby go odzyskiwać i lepiej panować nad swoimi czynnościami zawodowymi ?

Tak, ale trzeba sobie zdać sprawę, że coraz bardziej dają o sobie znać dwie, a może nawet trzy proste pułapki  jakie w biurze, zastawia na nas życie.

Pierwsza to obsługa poczty mailowej. Ja osobiście mam trzy adresy mailowe; czyli na własne życzenie jeszcze bardziej skomplikowałem sobie tę sferę. Drugą pułapką są social media, które obsługujemy, śledzimy, interesujemy się nimi. Te oczywiście są bardzo ważne dla branży w której m.in. ja przebywam to znaczy: public relations, marketing, komunikacja. Czasami zatracamy w nich zapominając, że prawdziwe życie toczy się na innych scenach.

W większych, dużych firmach, zmorą stają się spotkania. Oczywiście generalnie nie kwestionuję ich sensu. Ale zdarzają się takie spotkania, które nie kończą się konkluzją w postaci omówienia i delegowania czynności do wykonania lub podjęcia decyzji – “czy idziemy w prawo, czy w lewo”. Jeszcze gorsze spotkania to takie gdzie jest podejmowana jakaś decyzja, a później jest zmieniana przez osobę, która stała na czele tego spotkania. No … wtedy to czas poświęcony na spotkanie jest kompletnie stracony i bezsensownie zmarnowany.

Czy można sobie dać radę z zwiększająca się liczbą maili ? Oczywiście, trzeba się tylko osobiście zdyscyplinować. Po pierwsze nie siedzieć cały dzień nosem w skrzynce pocztowej; tylko obsługiwać ją albo w określonych godzinach albo okazjonalnie.

Jeżeli jakaś informacja ma Ciebie dopaść – bądź pewny, że w inny sposób dopadnie. Jeżeli  jesteśmy w kopii to znaczy, że to nie do nas boi jesteśmy; choć wszyscy znamy oczywiście zawodniczki i zawodników, którzy kopiują tyle osób ile się da i wysyłają maile po nocy, najczęściej po to, by wszyscy widzieli jak są zaangażowani w pracę na rzecz firmy. Tak – takie osoby są dużym zagrożeniem dla normalności, hurtowo pożerają nam czas. 

Czy można dać sobie radę z kanałami w social mediach ? Oczywiście, trzeba się tylko osobiście zdyscyplinować. Pamiętać o tym, że potrzebna jest higiena w gapieniu się na fejsa i inne. Prawdziwe życie jest gdzie indziej. Choć znam takich, którzy zapomnieli o tym. Czy można dać sobie radę ze spotkaniami z których nic nie wynika ? Tu sprawa jest już nieco trudniejsza jeśli oczywiście nie przewodniczymy takiemu zgromadzeniu. Wtedy skazani jesteśmy na swojego szefa, który albo potrafi zarządzać spotkaniem i je odpowiednio konkludować albo nie; w tym drugim masz oczywiście “pod górę”

Choć firmy bardzo powoli ale zaczynają się orientować, że to niewidoczne dobro jaki jest czas, zaczyna im przeciekać przez palce. Dobrym przykładem jest decyzja japońskiego oddziału Microsoft,  który przeprowadził eksperyment na swoim ciele w postaci skrócenia czasu pracy o jeden dzień w tygodniu. Pracownicy dostali wolne w sierpniu 2019 dostali wolne w piątki.  
Trudno w to uwierzyć, ale w efekcie, nastąpił wzrost produktywności o 40%, spadły koszty pracy i infrastruktury. Ostatecznie ponad 2 tys. pracowników przepracowało 17 dni, zamiast planowanych 22 Pozytywnie wpłynęło to na ich efektywność. Każdy pracownik zanotował wynik sprzedaży wyższy o 39,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Firma zapłaciła mnie za prąd o ponad 23% mniej. O niecałe 59% zmniejszyło się zużycie papieru do drukarek.

Więcej wolnego wpłynęło też pozytywnie na samopoczucie pracowników, ponad 92,1% z nich uznało go za sukces, a aż 96,5 proc. zapewniło, że ich ogólny nastrój poprawił się.

Jak dobrze wiemy, to właśnie Japończycy pracują najwięcej na świecie . Średnio, wraz z nad godzinam to nawet nawet 80 godzin. Znane w tym kraju jest powiedzenie – “karoshi”. Oznacza “śmierć z przepracowania”.

Czy wdrożenie myślenia o oszczędzaniu czasu jest potrzebne. Mnie osobiście wydaje się, że raczej tak. Oszczędzając go na mailach, social mediach, głupich spotkaniach mamy więcej go dla siebie. Na co go zużytkujemy to osobna kwestia

Jerzy Ciszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *